Po co to powstało
Większość treści o podróżach jest ładna i bezużyteczna. Ładny zachód słońca, zero adresów. Ja robię odwrotnie: godziny pociągów, ceny biletów, nazwa warungu — sprawdzone na miejscu. Bo planowanie pierwszego wyjazdu na Javę to dziś 20 zakładek z blogami z 2019, w których ceny są o 40% nieaktualne.
Jak pracuję
Ceny sprawdzam w terenie, nie w cudzych wpisach. Jomblang to 500 tys. IDR, jedna sesja dziennie, limit 80 osób, płatność gotówką na miejscu — i tak to piszę. Mówię też, kiedy coś jest przepłacone: hotelowy „sunrise tour" za 500 tys. IDR robi to samo co Grab (80–120 tys.) plus bilet (350 tys.). Jeździmy z Michałem razem, ale trasy i research robię głównie ja. Indonezja najpierw — w głąb, nie wszerz.
Mój punkt widzenia
Bali to wejście, nie cała wyspa. Java, Flores, Sulawesi to prawdziwy teren — i prawie nikt nie opisuje ich po polsku z konkretnymi liczbami. Nasi goreng w Seminyak na Bali: 45 tys. IDR. To samo w Yogyakarcie: 12–15 tys. Tę różnicę widać wszędzie. To jest luka, którą wypełniam.